Widziałam
w jego oczach strach i przerażenie. Wziął mnie za ręce, lecz je
odepchnęłam. Nie nabrałam się na to. Za grosz nie wiedziałam co
robić. Wybiegłam jak najszybciej z domu. Nie chciałam mieć go
przed oczami.
Błąkałam się ulicami, tam i z powrotem. Nie chciałam tego, ale to było sto razy lepsze niż kłótnia z Choi'em.
Błąkałam się ulicami, tam i z powrotem. Nie chciałam tego, ale to było sto razy lepsze niż kłótnia z Choi'em.
Jak on mógł to
zrobić? Jak w ogóle śmiał? To, że jest wielką gwiazdą, nie oznacza już,
że może robić co chce. Nie chcę tak.
Chodząc ze słuchawkami w uszach, mimo iż miałam głośno nastawioną muzykę, ludzie się na mnie patrzyli spode łba. Krzyczeli słowa w stylu "o patrz, to ta z gazety, dziewczyna Minho!". Miałam ich na prawdę gdzieś. Niech sobie myślą co chcą.
Po kilku godzinach poszłam do parku, bo się zmęczyłam. Usiadłam na mojej ulubionej ławce, wyłączyłam myślenie, za to podgłośniłam muzykę. Siedziałam tak kilka godzin, aż do momentu, gdy podbiegł do mnie zabłąkany... piesek. Był taki słodki. Jak go pogłaskałam, to okazał się być nawet przyjazny. Ale było widać, że trochę boi się ludzi. Pewnie wyczuł, że ja też mam harmider w głowie. Polubiłam go. Wzięłam go na ręce, a on się na mnie położył. "Pewnie jest bezdomny..." pomyślałam. Postanowiłam wziąć go do domu. Ale zaraz... ja właśnie uciekłam. Nie mogłam tam wracać. Nie chcę widzieć reakcji Minho. W ogóle nie chcę go znać.
Sprawdziłam godzinę. Było trochę po pierwszej. Położyłam się na ławce i próbowałam zasnąć. Nie ważne, czy jest za zimno. Nie ważne, czy złapie mnie jakiś pedofil. Było mi wszystko jedno. Teraz, gdy ledwo odżyłam po tych żyletkach, nie boję się śmierci. A poza tym spotkałam nowego przyjaciela - psa. Przytuliłam się do niego i zasnęłam. Teraz przestało mi być zimno. Czułam się też bezpieczna. Tylko mój sen mnie przeraził.
***
Jakbym wirowała. Nad swoim ciałem i psem. Byłam w tym samym miejscu - na ławce. A raczej latałam nad nią i sobą. Widziałam siebie w tej samej pozie, w jakiej byłam, gdy zasnęłam. Pies również. Wszystko na tym samym miejscu. Nagle zamarłam. Już nie czułam się tak bezpieczna. Zobaczyłam jakąś osobę, ubraną na czarno. Podchodziła do mnie powoli. Zauważyłam, że wyciąga jakąś rzecz, podejrzewałam, że nóż. Przeraziłam się. Co będzie jak mnie zabije? Pocieszałam się faktem, że to sen, lecz był on zbyt realny, by był prawdziwym snem. Tak czy owak, postać była już przy mnie. Stała chyba minutę patrząc się na mnie. Zaczęłam przyglądać się jej bliżej. Zdawało mi się, że coś szepcze. Nawet usłyszałam kilka słów: "możesz być dumna", "nie ukrywam tego, że ci zazdroszczę" i "myśl sobie co chcesz, ale to jest szansa na udowodnienie ci, że Minho cię nie kocha". Po tym ostatnim zdaniu popatrzyła się na swój nóż i już chciała mi go wbić, lecz przeszkodził jej w tym pies. Rzucił się na nią i ją pogryzł. Warczał tak, jakby dostał wścieklizny. I wtedy czułam się jakbym powracała do swojego ciała. To było dość dziwne, ale jak się obudziłam, widziałam tą osobę i słyszałam psa.
***
Zerwałam się z ławki tak szybko, że czarna osoba odskoczyła od psa. Widziałam przedtem przez moment, jakby chciała dźgnąć zwierzę nożem. Na szczęście nic się nie stało. Nie wiedziałam jednak co robić. Miałam mętlik w głowie.
Rzuciłam się do biegania, aż zapomniałam o biednym piesku. Pomyślałam, że ta osoba go zabije, więc wróciłam jak najszybciej na to miejsce. Lecz nikogo nie zastałam.
Bałam się strasznie, nie tylko o siebie, ale też o psa. Został moim przyjacielem.
Chodząc ze słuchawkami w uszach, mimo iż miałam głośno nastawioną muzykę, ludzie się na mnie patrzyli spode łba. Krzyczeli słowa w stylu "o patrz, to ta z gazety, dziewczyna Minho!". Miałam ich na prawdę gdzieś. Niech sobie myślą co chcą.
Po kilku godzinach poszłam do parku, bo się zmęczyłam. Usiadłam na mojej ulubionej ławce, wyłączyłam myślenie, za to podgłośniłam muzykę. Siedziałam tak kilka godzin, aż do momentu, gdy podbiegł do mnie zabłąkany... piesek. Był taki słodki. Jak go pogłaskałam, to okazał się być nawet przyjazny. Ale było widać, że trochę boi się ludzi. Pewnie wyczuł, że ja też mam harmider w głowie. Polubiłam go. Wzięłam go na ręce, a on się na mnie położył. "Pewnie jest bezdomny..." pomyślałam. Postanowiłam wziąć go do domu. Ale zaraz... ja właśnie uciekłam. Nie mogłam tam wracać. Nie chcę widzieć reakcji Minho. W ogóle nie chcę go znać.
Sprawdziłam godzinę. Było trochę po pierwszej. Położyłam się na ławce i próbowałam zasnąć. Nie ważne, czy jest za zimno. Nie ważne, czy złapie mnie jakiś pedofil. Było mi wszystko jedno. Teraz, gdy ledwo odżyłam po tych żyletkach, nie boję się śmierci. A poza tym spotkałam nowego przyjaciela - psa. Przytuliłam się do niego i zasnęłam. Teraz przestało mi być zimno. Czułam się też bezpieczna. Tylko mój sen mnie przeraził.
***
Jakbym wirowała. Nad swoim ciałem i psem. Byłam w tym samym miejscu - na ławce. A raczej latałam nad nią i sobą. Widziałam siebie w tej samej pozie, w jakiej byłam, gdy zasnęłam. Pies również. Wszystko na tym samym miejscu. Nagle zamarłam. Już nie czułam się tak bezpieczna. Zobaczyłam jakąś osobę, ubraną na czarno. Podchodziła do mnie powoli. Zauważyłam, że wyciąga jakąś rzecz, podejrzewałam, że nóż. Przeraziłam się. Co będzie jak mnie zabije? Pocieszałam się faktem, że to sen, lecz był on zbyt realny, by był prawdziwym snem. Tak czy owak, postać była już przy mnie. Stała chyba minutę patrząc się na mnie. Zaczęłam przyglądać się jej bliżej. Zdawało mi się, że coś szepcze. Nawet usłyszałam kilka słów: "możesz być dumna", "nie ukrywam tego, że ci zazdroszczę" i "myśl sobie co chcesz, ale to jest szansa na udowodnienie ci, że Minho cię nie kocha". Po tym ostatnim zdaniu popatrzyła się na swój nóż i już chciała mi go wbić, lecz przeszkodził jej w tym pies. Rzucił się na nią i ją pogryzł. Warczał tak, jakby dostał wścieklizny. I wtedy czułam się jakbym powracała do swojego ciała. To było dość dziwne, ale jak się obudziłam, widziałam tą osobę i słyszałam psa.
***
Zerwałam się z ławki tak szybko, że czarna osoba odskoczyła od psa. Widziałam przedtem przez moment, jakby chciała dźgnąć zwierzę nożem. Na szczęście nic się nie stało. Nie wiedziałam jednak co robić. Miałam mętlik w głowie.
Rzuciłam się do biegania, aż zapomniałam o biednym piesku. Pomyślałam, że ta osoba go zabije, więc wróciłam jak najszybciej na to miejsce. Lecz nikogo nie zastałam.
Bałam się strasznie, nie tylko o siebie, ale też o psa. Został moim przyjacielem.
W końcu postanowiłam pójść do hotelu. Miałam przy sobie trochę pieniędzy i kartę kredytową. Było jeszcze dość wcześnie, około 7. Wybrałam pierwszy lepszy hotel. Weszłam do ogrzanego hotelu i zaczęłam się rozglądać za recepcją, gdy nagle zobaczyłam Minho. Szybko się odwróciła i zaczęła biec. Choi widocznie mnie zauważył i zaczął mnie gonić. Nie wiedziałam kompletnie gdzie miałam uciekać. Skierowałam się w stronę stacji benzynowej. Wbiegłam do łazienki i zatrzasnęłam się w toalecie. Chłopak zaczął walić w drzwi.
Na chwilę stukanie ustało. Była cisza. Aż w końcu Minho wyważył drzwi. Przestraszona wpatrywałam się w niego.
- Dlaczego uciekałaś ?!- spytał
Milczałam. Nie wiedziałam co miałam powiedzieć. Choi przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Nie dał mi nawet się uchylić, ani odsunąć ....
- Kochanie ja cię naprawdę kocham - powiedział i popatrzył w moje wielkie niebieskie oczy
- To czemu przytulałeś tą sukę ?!! ( nie chodzi tu o Yurokushi)
- To była fanka, spotkałem ją na ulicy i bardzo chciała ze mną pogadać.... Proszę wróć ze mną do domu, tam spokojnie porozmawiamy.
- Dobrze, tylko daj mi się trochę ogarnąć. Jak wyjdę tak z tobą na ulicę przyniosę ci wstyd.
- Wcale, nie ! Tak, też wyglądasz pięknie skarbie.
- OK. Poczekaj na mnie na zewnątrz, zaraz przyjdę.
Minho wyszedł.... Poczesałam włosy i poprawiłam makijaż. Dopiero teraz mogłam iść przez miasto z 'Charistmatic'. Wymusiłam lekki uśmiech. I wyszłam z miejsca zamieszania.
Przyznaję się bez bicia. Kamila pomogła mi napisać większą część rozdziału. Ale tylko dlatego, że
w ogóle nie miałam pomysłu jakgo zacząć. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie :)
*Część Kamci jest pochylona*

Omomomo... Nie podoba mi się, że tak łatwo mu uwierzyła.... Oj nie podoba się .... Bardzo...
OdpowiedzUsuńŚwietne , czekam na c.d. !
OdpowiedzUsuńOjej .... Co to za fantazy z wychodzeniem z ciała...?? To dziwny motyw jak do tego typu opowiadań - Paszkówna ^^
OdpowiedzUsuń